Bessa pełznie w ślimaczym tempie

23.02.2023, Kategorie: Nowości, Autor: Paweł Pagacz

Rynek jakiś czas temu padł. Padł w tym sensie, że skończyła się siła, która napędzała wzrost. Problem polega na tym, że na razie nie pojawiła się siła przeciwna. Brakuje strachu, który byłby w stanie napędzić spadki.

Dyskontowanie słabych wyników

Uważamy, że rynek nie jest ślepy i w długim terminie będzie podążał za wynikami spółek. To działa tak, że jeżeli inwestorzy – głównie instytucjonalni – widzą, że dana spółka będzie miała lepsze wyniki, to kupują jej akcje. Cena akcji zaczyna odzwierciedlać przyszłość spółki. Jeżeli jednak inwestorzy wiedzą, że zyski spółek spadną, to nie są skłonni kupować akcji takich firm. Jeżeli zaś wyniki spółek znacząco się pogarszają, to mamy bessę.

Cykliczne osłabienia

2007

Jak zaczął się kryzys w 2007 roku związany z rynkiem nieruchomości, inwestorzy zdecydowanie obawiali się, że kryzys rozleje się na całość gospodarki. Zyski spółek spadną, a część gospodarki dosłownie padnie. Widzieliśmy ostrą przecenę indeksów. Jednak giełda odzwierciedla również przyszłość, to po działaniu FED, drukowaniu dolarów i ratowaniu wielu spółek, wszystko mocno odbiło. Zapewniła to płynność finansowa.

2020

Analogicznie wydarzyło się w 2020 roku, kiedy wirus, który nie jest wymysłem i faktycznie istnieje, zarażał ludzi. Zamknięcie gospodarek musiało się przełożyć na stagnację gospodarczą. Przerwane łańcuchy dostaw i ograniczona działalność pomniejszała wyniki spółek. Rynek ponownie zareagował ostrym spadkiem.

Luty 2022

Ciekawa rzecz się stała, kiedy wybuchła wojna na Ukrainie. Rynki zareagowały gwałtowną przeceną. Tutaj WIG20 (analizy WIG20) przecenił się o kilkadziesiąt procent jako kraj wysokiego ryzyka. Pamiętamy, że dolar wtedy mocno strzelił w górę i sięgnął poziomu 5 zł. Kiedy okazywało się z czasem, że Ukraina dostaje wsparcie i zaczyna sobie radzić, rynki ponownie odbiły.

Inflacja i energia

Niestety znów pojawił się kolejny kryzys. To kryzys inflacji, bo skoro nadrukowali w pandemii, to teraz trzeba płacić. Do tego doszedł kryzys energetyczny (po części pochodna wojny na Ukrainie, ale nie tylko). I być może problem stagflacji, czyli zastoju gospodarczego, który połączony jest z wysoką inflacją, gdy realne płace maleją, więc zacznie maleć konsumpcja. Problem polega na tym, że to nie jest taki sam kryzys, jak wszystkie ostatnie.

Kryzys inny niż kilka ostatnich

Zauważmy, że poprzednie kryzysy polegały na tym, że ceny akcji leciały w dół i ratowało się to zwykle zadrukowywaniem pustym pieniądzem. Rynki i firmy podreperowały bilanse tanim kredytem, a ceny akcji rosły. Obecnie ceny akcji są względnie wysoko, a banki centralne działają w drugą stronę. Pewnie tam się modlą, żeby ograniczyć inflację i jednocześnie nie zabić wzrostu gospodarczego.

W poprzednich kryzysach wsparcie działało od dołu wykresów, pomagając im odrabiać straty. W obecnym kryzysie walka z inflacją działa od góry na indeksy. Jest siłą podażową. Ta siła podażowa w obszarze systemu finansowego to podnoszenie stóp procentowych, które zwiększają koszt kapitału. Spółki swoje zyski muszą przeznaczać na obsługę zadłużenia.

Spadek realnej płacy i walka z inflacją

Z drugiej strony spadek wartości płac (realnej siły nabywczej) powoduje to, że ludzie mają mniej środków na wydawanie. To jest zjawisko globalne. Płace realne nie były pod kreską nawet w czasie kryzysu w 2007-2009 roku.

Spadek realnej płacy
Spadek realnej płacy

Jeżeli ktoś ma 3 000 zł do dyspozycji, a ceny produktów realnie nieraz i 50% urosły, to wiadomym jest, że realnie kupi mniej. Jak kupi mniej, to firmy mniej zarobią, co przełoży się na spadek ich zysków.

Rynki akcji zostały uznane przez inwestorów za przewartościowane względem przyszłości, w której mamy co najmniej spowolnienie gospodarcze. Inwestorzy nie chcą już kupować akcji po wyższych cenach. Zasadniczym pytaniem jest to, jak bardzo zyski firm spadną w najbliższej perspektywie czasu.

FED jest zdeterminowany do podnoszenia stóp procentowych, zwłaszcza w sytuacji, kiedy nadal z gospodarki płyną dobre dane, a amerykański rynek pracy mocno się trzyma. Koszt pieniądza nadal będzie rósł. Jeżeli jednak gospodarka zacznie mocno hamować, zobaczymy nagłe przyśpieszenie przeceny na giełdach.

Podsumowanie

W obecnym kryzysie proponuję spokojnie obserwować rynki akcji i z cierpliwością godną łowcy wyszukiwać jedynie spółki, które realnie powiększają przychody i nie mają problemów z ekspansją. Pozostałą część gospodarki może czekać niespodzianka, zwłaszcza w sytuacji, kiedy ta nagle zacznie hamować.

Być może będzie tylko spowolnienie i może uda się przez to przejść w formie „łagodnej bessy”. Jeżeli jednak banki centralne nie wyczują sytuacji i pedał hamulca zostanie wciśnięty zbyt mocno, czeka nas ostra jazda w dół. To ponownie skłoni banki do działania od dołu wykresów, czyli stymulacji monetarnej i fiskalnej. Ponownie będzie się myślało nad tym, jak to wesprzeć gospodarkę, by ją rozruszać. Oby nie były to impulsy finansowe związane z dużymi nakładami inwestycyjnymi na zbrojenia, czego wszystkim życzę.


Bądź pierwszy i dodaj swój komentarz.
Zaloguj się na swoje konto, aby zostawić swój komentarz.