Popyt i podaż przeciągają linę na parkiecie

01.04.2020, Kategorie: Nowości, Autor: Paweł Pagacz

Dzisiaj porozmawiamy o niełatwych tematach. Spodziewam się, że odbiór treści przez każdą osobę czytającą ten artykuł będzie inny. Do niektórych nie przemówi to wcale. Inni wezmą kilka rzeczy do siebie i być może zaczną zmieniać swój styl inwestowania. Podzielę ten wpis na wiele punktów, zdając sobie sprawę z tego, że tematu nie jestem w stanie wyczerpać w tych kilku zdaniach.

Munger i Buffett

Jest taki człowiek, który nazywa się Charles Munger. Jeżeli nie słyszałeś o nim, to powiem kilka słów. To wiceprezes spółki Warrena Buffeta, Berkshire Hathaway. Jego wieloletni przyjaciel. Znają się od wielu lat. Piszę o nim dlatego, bo jest doskonałym przykładem udziałowca spółki, która ma wiele miliardów dolarów na koncie. Mówi, że najtrudniejszą rzeczą, z którą zmaga się przez całe życie, to umiejętność wysiedzenia na gotówce przez wiele lat. Przynajmniej do czasu, kiedy na rynku pojawi się doskonała okazja inwestycyjna.

To człowiek już wiekowy, podobnie, jak Warren Buffett. W swojej strategii inwestycyjnej, która działa, są niewzruszeni od wielu dekad. Są wyśmiewani przez dziennikarzy finansowych, nagabywani, aby wydawali pieniądze na rynkach, które rosną. Kupują raz na kilka lat, kiedy rynki z jakiegoś oczekiwanego bądź nieoczekiwanego powodu przeceniają się.

Demon braku cierpliwości trawi praktycznie wszystkich inwestorów. Zyski chce się mieć tu i teraz. Wolimy akcje kupować, ponieważ rosną. Nie chcemy się ich pozbywać, kiedy rosną. Za to wtedy, kiedy tracą na wartości i są rzeczywiście tanie, nie chcemy ich nabywać.

Odwrót do spekulacji

Wyżej napisałem, że zyski chce się mieć tu i teraz. Co takiego stało się ze światem, że jeszcze 50 lat temu prawie każdy, kto kupował akcje, potrafił je trzymać średnio na rachunku przez 7 lat, a dzisiaj nie może z nimi wytrzymać nawet kilku dni? Spółka dobra fundamentalnie w zwykłych warunkach nie wzrośnie przecież o 50% w 2 tygodnie.

Aby naprawić to, co nierozwiązywalne, dodano lewary na wiele instrumentów finansowych. Od tej chwili możesz rozgrywać niewielką zmianę procentową ceny akcji za pomocą lewara, co da Ci odpowiednio wysoką stopę zwrotu w krótkim czasie. Już nie musisz czekać.

Weź swoje ciało i szprycuj je hormonem wzrostu. Jak nie chcesz eksperymentować na sobie, to możesz wziąć dowolną roślinę, która być może mniej czuje i podlewać ją odżywką w dużym stężeniu. Jak myślisz, co się stanie? Jeżeli już wiesz, że to nie zadziała, to dlaczego stosując dopalenie w postaci grania na zmienności na wysokim lewarze oczekujesz, że osiągniesz sukces, że Twój kapitał wzrośnie? Co najwyżej stracisz. Tylko tyle.

Zobacz:  Analiza spółki PEPCO. Czy prognozy analityków są zawyżone?

To jest jakiś drastycznie niebezpieczny, powielany wielokrotnie, pompowany przez media MIT!

12 lat spekulacji zero efektu

Znam człowieka, który od 12 lat spekulował na rynku. Wpłacał środki, zarabiał, tracił je. Wpłacał je, tracił. Więc w zależności od kolejności, albo spekulował dłużej albo krócej. Pytam go zatem: robisz to od 12 lat i nie przynosi to efektu, może trzeba zrobić to inaczej. I tak od słowa do słowa rozmawialiśmy o tym w sumie przez bite dwie godziny. Od ubiegłego roku, już po zmianie, systematycznie buduje portfel aktywów (dosłownie powiela nasz portfel spółek dywidendowych).

Jaki jest efekt? Posiada już jakąś pulę aktywów, akcji, które nie znikną mu z rachunku (posiada część firmy). Są to spółki dywidendowe, które w perspektywie lat powinny płacić mu dywidendę. Są to też spółki, które na cyklu wzrostowym, który nadejdzie prędzej czy później, wielokrotnie zyskają na wartości.

Pytanie jest zatem takie. Jeżeli spekulujesz od 12 lat i jesteś tu, gdzie jesteś, bo granie na zmienności nie przyniosło Ci efektu, to może czas skupić się na tym, co robi Warren Buffet ze swoją firmą. Skupić się na kupowaniu, za gotówkę, bez lewara, spółek, które są dobre, które są zdrowe fundamentalnie, które są tanie. Zarobić w perspektywie czasu, na cyklu wzrostowym, pobierając dywidendy. Jeżeli spekulujesz, czas na zmiany.

Najsilniejsza emocja na giełdzie to STRACH

Strach to uczucie, które można odmieniać na giełdzie przez szereg przypadków.

Boję się, że stracę tę okazję.

Obawiam się, że spadnie.

Boję się, że jak już tak mocno spadło, to jak kupię, to że jeszcze mocniej spadnie i stracę.

Obawiam się utraty tej okazji, więc gonię uciekający pociąg.

Boję się podjąć decyzję, bo kiedyś, daleko w przeszłości, straciłem i tego uczucia obawiam się najbardziej.

To bardzo ludzkie zachowanie, które – powiem brutalnie – całkowicie powinno być wyeliminowane z procesów myślenia nad tym, co robimy na rynku. Nagrałem o tym cały podcast. Wyobraź sobie drogi Czytelniku, że podejmujesz decyzje jak robot. Tak, robot. Robota da się zaprogramować.

Mówisz mu, oczywiście w jego języku, że jeżeli zajdzie zjawisko X, to podejmij decyzję Y. Jeżeli nie zajdzie zjawisko X, nie rób nic. Właśnie sobie uzmysłowiłem, że właściwie cały system LTTM, który stworzyliśmy, dokładnie na tej zasadzie działa.

Obiektywne spojrzenie na rynek okiem profesjonalisty

Umiejętność widzenia tego, co dzieje się na rynku, z wykluczeniem wszelkich emocji, jest podstawową umiejętnością profesjonalisty, który skutecznie zarabia na giełdzie. Ludzie cały czas działają poprzez różne schematy, które najczęściej są błędne. Obecnie widoczne jest coś takiego na złocie. Ludzie zachowują się, jakby byli w manii.

Zobacz:  Parcie na małe spółki winduje indeks Russell 2000

Chcą koniecznie mieć złoto, chcą go kupić wszędzie. Problem tylko w tym, że cena i zachowanie profesjonalistów mówi coś innego, a mianowicie sprzedaj! Ale wtedy pojawiają się kolejne argumenty, które przemawiają za kupowaniem złota (np. to, że cena fizycznego metalu oderwana jest od ceny kontraktu).

I szczerze powiem, że nie wiem, jak dyskutować z czymś takim. Człowieka, który myśli przez pryzmat strachu, a nie rzeczywistości, która dzieje się na rynku, nie przekona się niczym. A chęć trzymania fizycznego złota tylko dlatego, że przez jakiś czas nie ma go na rynku, mimo widocznych sygnałów podażowych, to nic innego, jak kierowanie się emocjami tam, gdzie powinien przeważać zdrowy rozsądek.

Jest w końcu kryzys i to cenne metalowe złoto będzie zaraz warte po 15 tysięcy za uncję, jak to powiedział jeden ze znanych youtuberów. Rzeczywistość i zachowanie ludzi to jedno, a oczekiwanie wynikające ze strachu, to coś zupełnie innego. Nie łączmy tego nigdy.

Walka na racje

Ludzie są gotowi pozabijać się o posiadanie racji. Kłótnie na rynku o to, czy wzrośnie, czy spadnie. O to, że można było trafić lepiej w cenę, więc jest się tym złym inwestorem. Jest nieraz i gorzej, bo można usłyszeć, że giełdą w ogóle nie powinno się zajmować, jeżeli nie potrafi się trafić w dołek. Dla takiego inwestora bycie skutecznym oznacza kupić w samym dołku i sprzedać na samej górce.

Tymczasem taki inwestor nie uświadamia sobie, że punkty ekstremalne na cenie to dosłownie jedynie 2 transakcje. Ostatni sprzedający podczas spadku i ostatni kupujący podczas wzrostu. A w tym przedziale jest cała masa ludzi, którzy pieniądze zarabiają. Napiszę Ci krótko. Sukces na giełdzie to umieć kupić tanio, przetrzymać to wystarczająco długo, sprzedać drogo. Pomiędzy tym zdarzeniem może być taniej i później drożej. Warto to ogarnąć, zanim skrytykujesz innych.

Wniosek końcowy

Smutne jest to, że w ludziach często jest mnóstwo złości na innych. A co, gdybyśmy się w zamian za to konstruktywnie spierali? Dyskutowali na poziomie. Komunikowali się jedynie po to, aby innej osobie pomóc. Zazwyczaj ludzie są dobrzy, chcą być na poziomie, być może faktycznie pomagać też innym, chociaż może i nieraz nieumiejętnie. Pozbądźmy się tego demona, że jesteśmy najlepsi. Może ktoś inny ma nam coś wartościowego do przekazania?


Bądź pierwszy i dodaj swój komentarz.
Zaloguj się na swoje konto, aby zostawić swój komentarz.