Strategie Inwestycyjne: uśredniać, czekać na korektę czy dywidendy?

, Kategorie: Inwestowanie, Nowości, Autor:

Każdy, kto choć raz otworzył rachunek maklerski, prędzej czy później zadaje sobie te same pytania. Czy kupować akcje, które właśnie biją historyczne rekordy, czy raczej poczekać na spadek cen? Czy lepiej wpłacić całą gotówkę na giełdę jednorazowo, czy rozłożyć zakupy w czasie? Czy warto gonić dynamicznie rosnące spółki technologiczne, czy bezpieczniej postawić na solidne, niedowartościowane firmy? A może najrozsądniej po prostu zbierać dywidendy i żyć z odsetek od kapitału?

Odpowiedzi na te pytania nie są kwestią gustu. Od kilkudziesięciu lat bada je świat akademicki i instytucje finansowe, dysponujące danymi sięgającymi nawet stu lat wstecz. Poniżej przechodzimy przez cztery najpopularniejsze podejścia, konfrontując intuicję inwestorów z tym, co pokazują twarde dane.

Kupować po rekordowych cenach, czy czekać na korektę?

Instynkt podpowiada, że kupowanie akcji tuż po tym, jak indeks osiągnął historyczne maksimum, to proszenie się o kłopoty. Skoro ceny są najwyższe w historii, logiczne wydaje się, że korekta musi nadejść lada moment. Tymczasem analizy historyczne pokazują coś zaskakującego: nowe szczyty na giełdzie są zjawiskiem znacznie bardziej powszechnym, niż mogłoby się wydawać, a inwestowanie w ich okolicach wcale nie prowadzi do gorszych wyników.

Analiza RBC Global Asset Management pokazuje, że od 1950 roku do sierpnia 2025 roku amerykański rynek akcji ustanowił ponad 1300 nowych szczytów, czyli średnio ponad 17 rocznie. To oznacza, że w statystycznym roku rynek notuje nowy rekord co kilka tygodni – a mimo to długoterminowo rośnie. Co więcej, ta sama analiza wskazuje, że poważne korekty (spadki powyżej 10%) w ciągu roku od ustanowienia nowego szczytu zdarzają się jedynie w około 9% przypadków. Podobne wnioski płyną z badania Schroders: od 1926 roku rynek amerykański kończył miesiąc na historycznym maksimum w niemal jednej trzeciej wszystkich miesięcy, a średnia stopa zwrotu w kolejnych 12 miesiącach po ustanowieniu takiego szczytu była wyższa niż w pozostałych okresach.

BlackRock, analizując dane od 1957 roku, doszedł do podobnego wniosku: zwroty po ustanowieniu nowego szczytu były praktycznie nie do odróżnienia od zwrotów w dowolnym innym momencie. Innymi słowy – rynki biją rekordy właśnie dlatego, że w długim terminie rosną, a próba „poczekania na spadek” częściej oznacza utracone zyski niż uniknięte straty.

Bardzo obrazowo pokazuje to analiza Fidelity, w której porównano trzy hipotetyczne scenariusze inwestora wpłacającego co roku 5000 dolarów do S&P 500 w latach 1980-2024: inwestowanie zawsze w najgorszym możliwym momencie roku (na szczycie), inwestowanie zawsze w najlepszym momencie (na dołku) oraz – dla porównania – pozostawanie poza rynkiem. Różnica między „pechowym” a „idealnym” inwestorem okazała się zaskakująco niewielka w porównaniu z korzyściami płynącymi z samego faktu bycia na rynku przez cały czas. To potwierdza znane powiedzenie inwestycyjne: liczy się czas spędzony na rynku, a nie próba jego wyczucia (ang. time in the market beats timing the market).

Nie oznacza to oczywiście, że wyceny nie mają znaczenia. Inwestowanie przy skrajnie wysokich wskaźnikach cena/zysk historycznie wiązało się z niższymi zwrotami w kolejnej dekadzie. Problem w tym, że nikt nie potrafi systematycznie i z wyprzedzeniem wskazać, kiedy dokładnie nastąpi korekta ani jak głęboka będzie. Czekanie „na lepszy moment” bardzo często kończy się tym, że inwestor czeka latami, tracąc przy tym dywidendy i wzrost wartości kapitału.

Uśrednianie ceny zakupu – czy to się opłaca?

Strategia uśredniania polega na regularnym inwestowaniu stałej kwoty niezależnie od aktualnej ceny akcji, zamiast wpłacać całą posiadaną gotówkę jednorazowo. Intuicyjnie wydaje się to bezpieczniejsze: skoro nie wiemy, czy rynek jest wysoko czy nisko, rozłożenie zakupów w czasie powinno zredukować ryzyko „kupienia na szczycie”.

Najbardziej cytowanym badaniem na ten temat jest analiza Vanguard z 2012 roku, zaktualizowana ponownie w 2023 roku, obejmująca ponad cztery dekady danych z rynków amerykańskiego, brytyjskiego i australijskiego. Wniosek jest jednoznaczny: inwestowanie całej kwoty od razu (lump sum) dawało lepsze wyniki niż rozłożenie jej w czasie w mniej więcej dwóch na trzy przypadki. Różnica w zwrotach na korzyść jednorazowej inwestycji, licząc dla portfela w 100% złożonego z akcji, wynosiła średnio około 2–3 punktów procentowych w horyzoncie kilkuletnim. Powód jest dość prosty. Akcje i obligacje statystycznie zyskują na wartości częściej niż tracą, więc im szybciej kapitał trafia na rynek, tym dłużej pracuje.

Nie oznacza to jednak, że uśrednianie ceny zakupu jest strategią bez sensu. Uśrednianie sprawdza się szczególnie dobrze w okresach długotrwałej bessy lub podwyższonej zmienności. Inwestor, który rozpoczął regularne wpłaty tuż przed kryzysem finansowym 2008 roku czy krachem dot-com z lat 2000–2002, statystycznie wypadał lepiej niż ten, kto zainwestował całość jednorazowo tuż przed załamaniem. Uśrednianie ma też realną wartość psychologiczną. Zmniejsza zmienność portfela w trakcie samego procesu inwestowania i chroni inwestora przed najbardziej bolesnym scenariuszem: zainwestowaniem całych oszczędności dzień przed dużym krachem. Z punktu widzenia behawioralnego jest to istotne, bo strach przed takim scenariuszem bywa silniejszy niż statystyczna przewaga jednorazowej inwestycji . Strategia, której inwestor się trzyma, jest z definicji lepsza od statystycznie optymalnej strategii, z której w panice rezygnuje.

W praktyce najbardziej uzasadnione zastosowanie “uśredniania ceny zakupu” jest sytuacja, w której inwestor buduje kapitał z bieżących dochodów (np. część pensji co miesiąc). Tu uśrednianie nie jest właściwie wyborem, lecz naturalną konsekwencją tego, jak napływa gotówka. Zupełnie inną sytuacją jest posiadanie jednorazowo dużej sumy (np. spadku czy premii). Badania Vanguard dość jednoznacznie wskazują, że statystycznie korzystniejsze jest zainwestowanie większości od razu, chyba że inwestor ma bardzo niską tolerancję na krótkoterminowe wahania.

Spółki wzrostowe kontra spółki wartościowe

Kolejny odwieczny spór inwestorów dotyczy tego, czy lepiej stawiać na spółki wzrostowe (growth), czyli firmy o dynamicznie rosnących przychodach, wysokich wycenach i dużym potencjale na przyszłość (typowo spółki technologiczne), czy na spółki wartościowe (value), to znaczy niedowartościowane względem swoich fundamentów, o niskich wskaźnikach cena/wartość księgowa.

To jeden z najlepiej przebadanych obszarów finansów akademickich. Przełomowa praca Eugene’a Famy i Kennetha Frencha z lat 90. – laureata Nagrody Nobla i jego współpracownika z Uniwersytetu Chicago – wykazała istnienie tzw. premii za wartość (value premium). W badaniu obejmującym rynki międzynarodowe z lat 1975 – 1995 spółki wartościowe osiągały wyższe zwroty niż wzrostowe na 12 z 13 analizowanych głównych rynków, a różnica w rocznych stopach zwrotu między globalnymi portfelami spółek o najwyższym i najniższym wskaźniku wartości księgowej do rynkowej sięgała kilku punktów procentowych rocznie. Zjawisko to stało się fundamentem trójczynnikowego modelu Famy-Frencha, obok premii za rynek i premii za wielkość spółki (małe spółki kontra duże).

Wyjaśnienie tego zjawiska bywa dwojakie. Zwolennicy podejścia „ryzyka” twierdzą, że spółki wartościowe są tańsze, bo faktycznie niosą ze sobą większe ryzyko finansowe czy operacyjne. Wyższy zwrot to po prostu wynagrodzenie za to ryzyko. Z kolei nurt finansów behawioralnych wskazuje, że inwestorzy mają tendencję do nadmiernego ekstrapolowania trendów. Zbyt entuzjastycznie wyceniają spółki, które ostatnio dynamicznie rosły i zbyt pesymistycznie te, które przechodziły trudniejszy okres (jak np. obecnie Dino Polska), co prowadzi do systematycznego niedoszacowania wartościowych firm.

Warto jednak zaznaczyć istotny niuans. Premia za wartość nie jest zjawiskiem stałym w czasie. W ostatniej dekadzie, zdominowanej przez wzrost wielkich spółek technologicznych, to strategia growth radzi sobie relatywnie lepiej niż wynikałoby to z historycznych przewag value. Nowsze badania, w tym prace analizujące ponad sto lat danych analizujących różnice pomiędzy małymi spółkami wartościowymi a dużymi wzrostowymi pokazują, że przewaga wartości bywa cykliczna. Pojawiają się wieloletnie okresy dominacji jednego stylu nad drugim, co utrudnia mechaniczne stosowanie tej strategii bez cierpliwości liczonej w dekadach, a nie latach.

Dla przeciętnego inwestora praktyczny wniosek jest taki: strategia value ma solidne, wieloletnie podstawy akademickie i statystyczną przewagę w bardzo długim terminie, ale wymaga akceptacji długich okresów, w których to growth wygrywa – czasem nawet dekadę.

Inwestowanie dywidendowe

Strategia dywidendowa, czyli kupowanie akcji spółek regularnie i systematycznie wypłacających oraz zwiększających dywidendę, cieszy się ogromną popularnością, szczególnie wśród inwestorów szukających stabilnego dochodu pasywnego np. na emeryturze.

Tu jednak teoria finansów mówi coś, co wielu inwestorów zaskakuje. Klasyczne twierdzenie Millera-Modiglianiego z lat 60. (autorstwa dwóch laureatów Nagrody Nobla) mówi, że przy pominięciu podatków i kosztów transakcyjnych, dla inwestora nie powinno mieć znaczenia, czy zysk spółki trafia do niego w formie dywidendy, czy w formie wzrostu ceny akcji. To po prostu dwa sposoby na to samo źródło wartości. Zgodnie z tą logiką sama polityka dywidendowa spółki nie jest udokumentowanym, niezależnym czynnikiem podnoszącym oczekiwaną stopę zwrotu. Nie znajduje się wśród czynników takich jak wielkość spółki, wskaźnik wartości czy rentowność, które badania akademickie wiążą z wyższymi zwrotami.

Z drugiej strony istnieją badania praktyczne, które pokazują, że spółki dywidendowe – a zwłaszcza te systematycznie zwiększające dywidendę historycznie osiągały atrakcyjne wyniki całkowitej stopy zwrotu przy niższej zmienności niż spółki niewypłacające dywidend lub obniżające wypłaty. Analizy S&P Dow Jones Indices dotyczące indeksu S&P 500 Dividend Aristocrats (spółek zwiększających dywidendę nieprzerwanie od co najmniej 25 lat) pokazują historycznie korzystny stosunek zwrotu do ryzyka oraz lepszą ochronę przed spadkami niż szeroki rynek. Jak jednak zauważają krytycy tego podejścia, może to wynikać nie z samego faktu wypłacania dywidendy, lecz z tego, że spółki zdolne do regularnego, rosnącego zwrotu kapitału zwykle charakteryzują się także innymi pożądanymi cechami. Cechują się dojrzałym modelem biznesowym, stabilnymi przepływami pieniężnymi i wysoką jakością zarządzania. To właśnie te cechy, a nie sama dywidenda, mogą odpowiadać za lepsze wyniki.

Jest jeszcze jeden praktyczny aspekt, o którym często się zapomina: dywidendy w większości krajów (w tym w Polsce) są opodatkowane w momencie wypłaty, podczas gdy zysk kapitałowy można odroczyć aż do sprzedaży akcji. Oznacza to, że inwestor nastawiony wyłącznie na dywidendy, poza szczególnymi sytuacjami (jak rachunki emerytalne czy IKE/IKZE), może płacić podatek szybciej, niż musiałby przy strategii nastawionej na wzrost wartości kapitału.

Która strategia jest najbardziej wartościowa?

Zestawiając powyższe podejścia, trudno wskazać jedną strategię jako uniwersalnie „najlepszą”. Każda odpowiada na inne pytanie i inny profil inwestora. Można jednak wyciągnąć kilka wniosków, które konsekwentnie powtarzają się w badaniach niezależnie od instytucji je prowadzącej.

  • Po pierwsze próba wyczekiwania korekty przed zainwestowaniem ma słabe wsparcie w danych — statystycznie kosztuje więcej niż daje. Konsekwentna obecność na rynku, a nie próba jego wyczucia, jest tym, co najsilniej koreluje z długoterminowym sukcesem.
  • Po drugie dla dużej jednorazowej kwoty jednorazowe zainwestowanie ma przewagę statystyczną nad rozłożeniem zakupów w czasie, ale uśrednianie pozostaje racjonalnym wyborem, jeśli chodzi o regularne odkładanie części dochodów albo jeśli priorytetem inwestora jest zmniejszenie ryzyka żalu po ewentualnym krachu — nawet kosztem części oczekiwanego zwrotu.
  • Po trzecie spór growth kontra value ma najsilniejsze podstawy naukowe spośród wszystkich omawianych tu strategii, ale jego praktyczne zastosowanie wymaga bardzo długiego horyzontu inwestycyjnego i odporności psychicznej na wieloletnie okresy, w których dana strategia przegrywa z rynkiem.
  • Po czwarte inwestowanie dywidendowe, mimo swojej popularności, ma najsłabsze wsparcie w czystej teorii finansów jako samodzielny i niezależny czynnik zwrotu — jego atrakcyjność wynika raczej z jakości i stabilności spółek, które zwykle wypłacają rosnące dywidendy, a nie z samego mechanizmu wypłaty.

W praktyce większość długoterminowych badań – w tym te prowadzone przez Vanguard, Fidelity czy Morningstar – wskazuje, że najważniejszym pojedynczym czynnikiem determinującym wynik inwestora nie jest wybór między tymi strategiami, lecz zdyscyplinowane trzymanie się wybranego, zdywersyfikowanego podejścia przez wiele lat, przy niskich kosztach i minimalnej liczbie decyzji podejmowanych pod wpływem emocji. Badania nad zachowaniem inwestorów (m.in. analizy Morningstar dotyczące luki między zwrotem funduszu a rzeczywistym zwrotem inwestora) pokazują konsekwentnie, że przeciętny inwestor osiąga gorsze wyniki niż fundusz, w który inwestuje właśnie dlatego, że próbuje wyczuwać rynek, zamiast trzymać się planu.

Innymi słowy wybór między strategią value, growth czy dywidendową ma znaczenie drugorzędne wobec fundamentalnych zasad – regularnego inwestowania, szerokiej dywersyfikacji, niskich kosztów i odporności na panikę w czasie spadków. To właśnie te elementy, potwierdzone w dziesiątkach niezależnych badań na przestrzeni dekad, wydają się mieć największą udokumentowaną wartość dla przeciętnego inwestora indywidualnego.


Paweł Pagacz

Założyciel / Redaktor Naczelny

Założyciel portalu PPCG Stock, inwestor i strateg z ponad 20-letnim stażem. Specjalizuje się w selekcji spółek dywidendowych oraz budowaniu długoterminowych strategii emerytalnych w oparciu o konta IKE oraz IKZE.

Twórca autorskiego podejścia łączącego analizę fundamentalną z rygorystycznym zarządzaniem ryzykiem. Jego misją jest edukacja w zakresie dochodu pasywnego i psychologii rynku.


Zastrzeżenie prawne
Materiały PPCG Stock, w szczególności aktualizacje Strategii PPCG Stock, Analizy spółek oraz Analizy sektorów są jedynie materiałem informacyjno-edukacyjnym dla użytku odbiorcy. Materiał ten nie powinien być w szczególności rozumiany jako rekomendacja inwestycyjna w rozumieniu przepisów „Rozporządzenia Delegowanego Komisji (UE) nr 2016/958 z dnia 9 marca 2016 r. uzupełniającego rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 596/2014 w odniesieniu do regulacyjnych standardów technicznych dotyczących środków technicznych do celów obiektywnej prezentacji rekomendacji inwestycyjnych lub innych informacji rekomendujących lub sugerujących strategię inwestycyjną oraz ujawniania interesów partykularnych lub wskazań konfliktów interesów”. Skorzystanie z materiału jako podstawy lub przesłanki do podjęcia decyzji inwestycyjnej następuje wyłącznie na ryzyko osoby, która taką decyzję podejmuje. Autorzy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za takie decyzje inwestycyjne. Wszystkie opinie i prognozy przedstawione w tym opracowaniu są wyrazem najlepszej wiedzy i osobistych poglądów autora na moment publikacji i mogą ulec zmianie w późniejszym okresie.
Bądź pierwszy i dodaj swój komentarz.
Zaloguj się na swoje konto, aby zostawić swój komentarz.
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.